Miesiąc: Październik 2014

Prysznic, dziki i te sprawy..

20.09.2014- Dzień III

Tak wyglądał nasz poranek :)

Ponieważ „pršalo” mogliśmy wyjechać dopiero ok godziny 12. Ustaliliśmy, że skoro to trzeci dzień, będzie to dzień odpoczynku. Pokonaliśmy więc zatrważający dystans 7 km do Liptowskiego Mikulaša, przy wjeździe do miasta kupując ser owczy (POLECAMY!)

(więcej…)

Reklamy

Surprise surprise! Słowacja jest górzysta!

Dzień II – 19.09.2014

Ech, jak ciężko wstać, kiedy na zewnątrz jeszcze szaro (myśleliśmy codziennie)…

Wstaliśmy oczywiście później, niż by należało. Potem szybki „prysznic”, wycieranie namiotu (tak, gdy śpi się nad wodą, namiot jest cały mokry!), pakowanie i wyjazd w trasę.

„Po 300 metrach skręć w prawo” do wiaty, na śniadanie 🙂

SAM_0042 SAM_0043

 

(więcej…)

Przekraczamy granicę

18.09.2014 Dzień I 

Z Zakopanego udało się wyjechać dopiero około godziny 14. Trzeba było dotrzeć do sklepu rowerowego, żeby odebrać nowiuśki, pachnący rower Patryka i mój (starszy i nie tak wypaśny). Trochę to trwało, bo jeszcze montowali mu bagażnik i błotniki (Zośce, rowerowi Patryka).

Potem zrobiliśmy zakupy – a jakże – w Biedronce, jak na prawdziwych studentów przystało, po czym wyruszyliśmy na Chochołów.

SAM_0024x

Selfie przed sklepem

(więcej…)

Ostróda – Gdańsk – Poznań – Kraków – Zakopane

Dzień 0 – 16/17.09.2014 r.

To wszystkie moje przesiadki. Z Gdańska ruszyliśmy już razem z Patrykiem (który w tym dniu spektakularnie pokonał Politechnikę i zdał poprawkę: Patryk – Polibuda 1:0), uprzednio dowiedziawszy się, że biletów na pociag z Budapesztu do Warszawy w cenie promocyjnej  – już nie ma. Możemy więc sobie jechać za 400 złotych od osoby. No cudowna okazja, aż żal zmarnować 😀

Nie mając więc wyklarowanej drogi powrotnej, wpakowaliśmy się – wraz z moim obładowanym rowerem – w Gdańsku Wrzeszczu do pociągu do Poznania. W którym nie można przewozić rowerów. No, ale skoro bilet jest, to jak tu nie jechać? Pan Konduktor okazał się zdziwiony faktem, że bilet jest. Musiał go zobaczyć na własne oczy. Koniec końców – nie wyrzucił nas z pędzącego pociagu 🙂

Pociąg przyprawił nas o rozdziawienie g… yyy buzi, gdyż był wypasiony, ładny, nowy, nie śmierdział i UWAGA – miał dotykowy ekran sterujący dźwiękiem i temperaturą, na którym wyświetlały się reklamy PKP. No coś pięknego.

Potem nastąpiła 2-godzinna, pełna wrażeń przesiadka w Poznaniu, po której wsiedliśmy już do normalnego pociagu rodem z PRLu, bez żadnych fanaberii. Przynajmniej wieszak na rower był.

Stwierdziliśmy, że rozłożenie karimat w przedziale rowerowym i spanie pod śpiworem jest o niebo lepszym pomysłem, niż ciśnięcie się 2 6 osób w ciasnym przedziale. Nastąpiła również konsumpcja poprawiacza humoru, po której poszliśmy spać, jak dzieci.

Oto my:

SAM_0007x
(więcej…)