Polowanie i spaghetti nad potokiem

21.09.2014 – Dzień IV

 

Rano zdaliśmy sobie sprawę, że zakupy z dnia poprzedniego były mało trafne. Krótko mówiąc – nie mieliśmy nic na obiad. Najszybciej było wrócić do Kauflandu w Liptowskim Mikulaszu; podzieliliśmy się więc obowiązkami – Patryk pojechał po zakupy, a ja zebrałam manatki (czyt. spakowałam sakwy ;] ).

Opowieść Patryka:

Jako jedyny samiec w stadzie wyruszyłem na łowy. Oczywiście w pełnym uzbrojeniu. Na miejscu przyczaiłem się w oczekiwaniu na odpowiedni moment do oddania strzału. Wycelowałem…

BANG!

Z braku tłustego dzika na horyzoncie musiałem zadowolić się szynką, serem, pomidorem, makaronem i cebulą.

Mój strój bojowy wywoływał wśród innych myśliwych ogólną wesołość. „Ciekawe czemu?” zastanawiałem się. Potem mój wzrok padł na obuwie bojowe, które przywdziewałem każdego ranka, żeby bezpiecznie poruszać się w wilgotnym otoczeniu jaskini. Wyróżniały mnie jednak wśród łowczych.

Musiałem się ich jak najszybciej pozbyć, żeby nie wzbudzać podejrzeń.

Oto symulacja obuwia bojowego, które z powodzeniem zastępowało najlepsze kalosze!

TO TYLKO SYMULACJA

 

Po udanych łowach wróciłem do stada. Zdyszany, zmęczony, ale dumny z ilości pożywienia, jaką udało mi się zdobyć.

Niestety, nie wszyscy docenili moje poświęcenie (czyt. Andzia) i na dzień dobry usłyszałem:

– Czego tak długo ??

 

W dalszą drogę ruszyliśmy około 11. Droga przyjemna, pogoda piękna.

Po drodze kwiatki językowe:

Kwiatek językowy

Po ok 16 km dojechaliśmy do miejscowości Wielkie Malatiny. Nie było jej na naszej mapie.

Wobec tego zdecydowaliśmy się zapytać o drogę do naszego następnego celu – Żeleznego. Wjechaliśmy w tym celu do wsi i zatrzymaliśmy bardzo profesjonalnie wyglądającego rowerzystę.

– Czy to droga na Żelezne?

– Ano! Rowienko i do prawa, budiet pisać.

Pojechaliśmy w ślad za profesjonalnie wyglądającym panem. Oczywiście dużo wolniej, jako że bylismy standardowo obładowani niczym wielbłądy.

Droga ładna, asfaltowa, potem płyty – jeszcze nie tak źle. Gdy płyty się skończyły i zaczęły ładne widoczki, zaczęło się też błoto i ogromne kałuże. Profesjonalny Pan pojawił się na horyzoncie. Wracał.

– Niedobra droga!

Jak niedobra, to wracamy.

Po przejechaniu kawałka główną ulicą, dotarlismy do wsi Partizanskie Lupce. Bardzo klimatowa wioska, z mnóstwem starych domów i zabytkową cerkwią.

Za wsią jechaliśmy już boczną drogą, wśród pól i lasów; wkrótce wjechaliśmy do Parku Narodowego Niskie Tatry. Przepięknie, cisza, góry i las. Napełniliśmy pustą butelkę wodą ze źródełka (BARDZO ZIMNA, BARDZO DOBRA!).

Około 10 km od naszego małego celu (Żeleznego) napotkaliśmy na dogasające ognisko nad potokiem. Był nawet stół. Spędzała tam czas jakaś rozdzina z dzieckiem, najwyraźniej mającym urodziny, bo dostrzegliśmy resztki tortu i parę butelek z %% 🙂

Zdecydowaliśmy się wykorzystać to piękne miejsce na przygotowanie obiadu; Patryk na nowo rozpalił ognisko, po czym postawiliśmy na nim garnek z wodą (ze źródełka) na makaron. Była trochę żółta.

Całe szczęście, nasz układ pokarmowy nie ucierpiał. Zjedliśmy za to pyszną breję i odpoczęliśmy trochę przed dalszą (wymagającą) trasą.

Dalej droga wiodła cały czas pod górę. Oczywiście ja pchałam rower, a Patryk jechał. Gdy wreszcie, po niekończącym się „pod górę” udało nam się wyjechać na szczyt, nasz trud był skończon. Teraz pozostało już tylko nie zgubić koła w pędzie w dół 40-50 km/h.

Na górze porozmawialiśmy z miejscowym rowerzystą, który „dla przyjemności” podjechał sobie pod naszą górkę, tylko od drugiej (bardziej stromej) strony. Po chwili śmignął na dół.

Pierwsza wieś po zjechaniu ze stromej góry to Liptowska Lużna, w której się nie zatrzymywaliśmy, a kolejna – Liptowska Osada, gdzie szukaliśmy noclegu.

Wystraszeni obrazkiem Górala strzelającego do misia („Tu na pewno są misie!”), postanowiliśmy popytać mieszkańców, czy nie moglibyśmy rozbić się w ogródku któregoś z nich.

Góral strzelający do misia

 

Nie, nie mogliśmy. Mogliśmy jednak rozbić się „tam u hori, ku plotu”, gdzie jest cisza i spokój. I dowiedzieliśmy się, że misie wcale tam nie chodzą.

 

Przejechane kilometry: ok. 46 km

Nasza trasa:

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s