Dzień VI – Downhill

Przepraszamy za dłuuuuuuuuuuugą przerwę w dodawaniu wpisów!

Ostatnio mamy baaaaaaaaardzo dużo na głowie 😦

Obiecujemy się poprawić !

A tymczasem Dzień VI. Zapraszamy!

23.09.2014

Rano zebraliśmy się najszybciej na całej wyprawie. O 8 udało się nam wyjechać w kierunku Donovaly!

Nadal musieliśmy męczyć się główną drogą, aczkolwiek ja i tak szłam, bo większość była pod górę. Słowacja nie pozwalała nam zbytnio wyschnąć; na dodatek poszły mi łożyska. Wstąpiliśmy więc do wypożyczalni rowerów w nadziei, że jest tam również serwis. Nie było. Dowiedzieliśmy się, że najbliższy jest w Bańskiej Bystrzycy…

No cóż, trzeba więc jechać dalej!

W Donovaly pierwszy raz poczuliśmy nadciągającą w góry zimę. Trochę nas zmroziło. Patryk zaczął analizować mapy cyklotras, aby znaleźć najlepszą drogę.

Padło na o 10 km dłuższą (36 km), ale za to obfitującą w atrakcje cyklotrasę.

Rozpoczynała się podjazdem boczną asfaltówką ponad Donovaly. Tam zobaczyliśmy (tak wtedy myśleliśmy) jesienne krokusy!

Pseudo-krokus

Następnie droga prowadziła ostro w dół, gdzie przejechaliśmy przez urokliwą wioskę-na-końcu-świata-o-wdzięcznej-nazwie BULLY.  Dalej asfalt się skończył, zaczęła się leśna dróżka. Nie było źle, jednak potem nagle się skończyła. Znak wskazywał nam na prawie pionowy, górski szlak. Po korzeniach, kamieniach i błocie… No cóż, innej drogi nie ma – wspinamy się!

Było mozolnie, ciężko i ślisko, dalej trochę mniej stromo, ale nadal ciężko. Udało nam się dotrzeć na szczyt (prawdopodobnie Hruby Vrch).

Ten moment trzeba było udokumentować - skończyła się stromizna!

Potem był już tylko downhill. Najlepiej opisze to filmik:

Patryk kręcąc filmik, zapomniał, żeby też jechać. Więc kiedy na dole obejrzałam się za nim, był daleeeko w tyle, w dodatku spadł mu namiot ☺

Dalej była leśna, błotnista droga w dół, więc Patryk, starym zwyczajem, przywdział swoje ręcznie robione ‘kalosze’ i ruszyliśmy w dalszą drogę.  W pewnym momencie ujrzeliśmy drogowskaz na bunkry; Patryk zdecydował się tam podejść:

 Patryk:

Bunkrami były dwa drewniane domki zasypane ziemią.   Zauważyć je można było dopiero jak się podeszło bliżej. Wokół było miejsce na ognisko. “Dobre miejsce na nocleg”, pomyślałem, “gdyby tylko było cieplej..” I tak musieliśmy jechać dalej.

SAM_0148

SAM_0150

SAM_0149

 

Droga była kamienista, ale przynajmniej cały czas z górki. Właśnie tego nam było trzeba:  jak najmniej podjazdów, las, cisza i spokój. I deszcz zacinający po twarzy i wiatr smagający nasze – i tak już mokre – ciuchy. Bo po co kupować spodnie z membraną. Można kupić foliowe, które porwą się po 1 użyciu.

 Zrobiło się nam bardzo zimno, a do miasta jeszcze długa droga. Szukaliśmy jakiegoś schronu przed deszczem, daszku, przystanku – niestety nic nie znaleźliśmy. Zdecydowałem, że musimy się zatrzymać pod drzewem i trochę się zagrzać. Mieliśmy jeszcze jedno piwo w sakwie. Nie tracąc czasu zapaliłem kuchenkę i zrobiłem grzane piwo.

To był SUPER pomysł, po chwili było nam już trochę cieplej, a nawet trochę mniej padało. Psychicznie nas to podbudowało.  

Za Balaže  w końcu przestało padać:D Była to najlepsza wiadomość tego dnia.  Do Bańskiej Bystricy zostało tylko 15 km. Po drodze zrobiliśmy małe zakupy i po jakiejś godzinie byliśmy już na miejscu.

SAM_0161

Musieliśmy znaleźć jakiś hotel żeby się wysuszyć , zrobić pranie i najważniejsze – wziąć wymarzony prysznic. Długo nie szukaliśmy, znaleźliśmy hotel- SAD.  10 euro/ os.

 – No dobra nie mamy wyjścia, taniej i tak nie znajdziemy – stwierdziłam, ku niezadowoleniu Patryka 😀

 Jeżeli można było coś dobrego powiedzieć o tym hotelu to fakt, że mogliśmy schować rower w piwnicy.

 Dostaliśmy turystyczną izbę (już nie pamietam, jak to było po słowacku), co oznaczało:

  • pokój z łącznikiem – łazienka na 2 pokoje
  • oddech pełną piersią klimatem socjalizmu – czas zatrzymał się tu co najmiej 40 lat temu
  • trzy łóżka na 2 osoby, z czego jednego użyliśmy do suszenia namiotu. Zdjęliśmy więc pościel – trzeba było za to potem zapłacić.

– Jak to, tri pościele a was dwaja, płacicie za pościel a nie za izbu! Przecież o tym wiecie – poinformowała nas Chiżna (taka Pani Sprzątaczka) – a pościel się pogniotła i trzeba wymienić! 2 eura się należą!

 Ale – przynajmniej się wykąpaliśmy, wypraliśmy bieliznę i przespaliśmy pod dachem.

Możecie wygooglać ten hotel, my nie polecamy (przynajmniej najtańszej opcji); naszym zdaniem lepiej zorganizować sobie couchsurfing lub warmshowers 🙂

Wieczorem zwiedziliśmy trochę miasto (czytaj: poszliśmy na główny plac). Mnie miasteczko oczarowało – położone malowniczo wśród gór, z klimatową starówką. Mogłabym się tam przeprowadzić bez zastanowienia.

SAM_0168 SAM_0167

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s