wyprawy

Eurovelo!

Na pokazie pytaliście nas o trasy EuroVelo, gdyż kawałek jednej z nich udało nam się przejechać.

Postanowiliśmy więc napisać o tym coś więcej!

Schematic-Diagram-Test

Oto wszystkie trasy EuroVelo. Możecie je zobaczyć pod tym linkiem.

(więcej…)

Reklamy

Dzień IX – Góry za nami!

26/09/2014

Wstaliśmy nawet wcześnie jak na nas i opuściliśmy nasz KEMP. Całe szczęście, przejechaliśmy już większość gór i mogliśmy sobie na luzie pedałować, bez pchania roweru pod górę (w moim przypadku) czy zarzynania kolan (to u Patryka).

Przez większość trasy jechaliśmy wzdłuż rzeki Hron. W wiosce Hronský Beňadik mijaliśmy całkiem fajny klasztor:

Klajsztor

Klajsztor

(więcej…)

Dzień VIII – Banská Štiavnica

Takie tam, z wieżą

Takie tam, z wieżą

Zaintrygowani „żółtym napisem Bańska Stawnica” na mapie (miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO), postanowiliśmy obrać je za dzisiejszy cel naszej podróży. Wstaliśmy szybko, jako że nasz nocleg nie był zbyt urokliwy (zdjęcie w poprzednim poście); udaliśmy się do jakże zacnego przybytku – McDonald’s!

Ja zamówiłam coś ciepłego, a Patryk konsumował własnoręcznie przygotowywane kanapki, gardząc fast-foodem. Korzystając z dobrodziejstw cywilizacji, podsuszyliśmy pranie przy pomocy suszarki do rąk.

Budząc ciekawość mijających nas, jeszcze na wpół-śpiących ludzi, zrobiliśmy szybką rozgrzewkę i ruszyliśmy w dalszą drogę.

(więcej…)

Dzień VII – Stara cesta

Po opuszczeniu uroczego hotelu i dopłaceniu 2 euro za nieużywaną pościel, udaliśmy się do cykloservisu. I po raz kolejny przekonaliśmy się, jak mili i pomocni są Słowacy. Wstąpiliśmy do komisu rowerowego, żeby zapytać, gdzie jest najbliższy serwis. Pan z komisu nie dość, że powiedział, że 5 min stąd, to jeszcze zadzwonił do właściciela serwisu i uprzedził go, że się zjawią 2 Poliaki, jeden rower Schwinn, a drugi Giant 😀 Na naprawę łożysk wydałam 12 euro, nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale było konieczne. Poczekaliśmy jakieś pół godzinki w takim oto ładnym miejscu (gdzie znajdował się serwis i sklep):

SAM_0175

W sumie to tylko zdjęcie ściany. Ale całkiem ładne jak na podwórko, prawda?

(więcej…)

Dzień VI – Downhill

Przepraszamy za dłuuuuuuuuuuugą przerwę w dodawaniu wpisów!

Ostatnio mamy baaaaaaaaardzo dużo na głowie 😦

Obiecujemy się poprawić !

A tymczasem Dzień VI. Zapraszamy!

23.09.2014

Rano zebraliśmy się najszybciej na całej wyprawie. O 8 udało się nam wyjechać w kierunku Donovaly!

Nadal musieliśmy męczyć się główną drogą, aczkolwiek ja i tak szłam, bo większość była pod górę. Słowacja nie pozwalała nam zbytnio wyschnąć; na dodatek poszły mi łożyska. Wstąpiliśmy więc do wypożyczalni rowerów w nadziei, że jest tam również serwis. Nie było. Dowiedzieliśmy się, że najbliższy jest w Bańskiej Bystrzycy…

No cóż, trzeba więc jechać dalej!

W Donovaly pierwszy raz poczuliśmy nadciągającą w góry zimę. Trochę nas zmroziło. Patryk zaczął analizować mapy cyklotras, aby znaleźć najlepszą drogę.

Padło na o 10 km dłuższą (36 km), ale za to obfitującą w atrakcje cyklotrasę.

Rozpoczynała się podjazdem boczną asfaltówką ponad Donovaly. Tam zobaczyliśmy (tak wtedy myśleliśmy) jesienne krokusy!

Pseudo-krokus

(więcej…)

Czy wiecie, że Słowacja…

jest BARDZO pro-rowerowa?

W Liptovskiej Osadzie, w jednym z miejsc oferujących noclegi, natknęliśmy się na logo

vitajtecyklisti

Domyśliliśny się, że jest to jakaś inicjatywa pro-rowerowa,i że rowerzyści są w tym miejscu mile widziani. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się jej bliżej.

(więcej…)

Surprise surprise! Słowacja jest górzysta!

Dzień II – 19.09.2014

Ech, jak ciężko wstać, kiedy na zewnątrz jeszcze szaro (myśleliśmy codziennie)…

Wstaliśmy oczywiście później, niż by należało. Potem szybki „prysznic”, wycieranie namiotu (tak, gdy śpi się nad wodą, namiot jest cały mokry!), pakowanie i wyjazd w trasę.

„Po 300 metrach skręć w prawo” do wiaty, na śniadanie 🙂

SAM_0042 SAM_0043

 

(więcej…)

Przekraczamy granicę

18.09.2014 Dzień I 

Z Zakopanego udało się wyjechać dopiero około godziny 14. Trzeba było dotrzeć do sklepu rowerowego, żeby odebrać nowiuśki, pachnący rower Patryka i mój (starszy i nie tak wypaśny). Trochę to trwało, bo jeszcze montowali mu bagażnik i błotniki (Zośce, rowerowi Patryka).

Potem zrobiliśmy zakupy – a jakże – w Biedronce, jak na prawdziwych studentów przystało, po czym wyruszyliśmy na Chochołów.

SAM_0024x

Selfie przed sklepem

(więcej…)

Ostróda – Gdańsk – Poznań – Kraków – Zakopane

Dzień 0 – 16/17.09.2014 r.

To wszystkie moje przesiadki. Z Gdańska ruszyliśmy już razem z Patrykiem (który w tym dniu spektakularnie pokonał Politechnikę i zdał poprawkę: Patryk – Polibuda 1:0), uprzednio dowiedziawszy się, że biletów na pociag z Budapesztu do Warszawy w cenie promocyjnej  – już nie ma. Możemy więc sobie jechać za 400 złotych od osoby. No cudowna okazja, aż żal zmarnować 😀

Nie mając więc wyklarowanej drogi powrotnej, wpakowaliśmy się – wraz z moim obładowanym rowerem – w Gdańsku Wrzeszczu do pociągu do Poznania. W którym nie można przewozić rowerów. No, ale skoro bilet jest, to jak tu nie jechać? Pan Konduktor okazał się zdziwiony faktem, że bilet jest. Musiał go zobaczyć na własne oczy. Koniec końców – nie wyrzucił nas z pędzącego pociagu 🙂

Pociąg przyprawił nas o rozdziawienie g… yyy buzi, gdyż był wypasiony, ładny, nowy, nie śmierdział i UWAGA – miał dotykowy ekran sterujący dźwiękiem i temperaturą, na którym wyświetlały się reklamy PKP. No coś pięknego.

Potem nastąpiła 2-godzinna, pełna wrażeń przesiadka w Poznaniu, po której wsiedliśmy już do normalnego pociagu rodem z PRLu, bez żadnych fanaberii. Przynajmniej wieszak na rower był.

Stwierdziliśmy, że rozłożenie karimat w przedziale rowerowym i spanie pod śpiworem jest o niebo lepszym pomysłem, niż ciśnięcie się 2 6 osób w ciasnym przedziale. Nastąpiła również konsumpcja poprawiacza humoru, po której poszliśmy spać, jak dzieci.

Oto my:

SAM_0007x
(więcej…)