podróże

I gdzie te Zamki??

Spakowaliśmy się szybko i bezszelestnie, żeby nie budzić śpiących myszy (wkońcu to my byliśmy gośćmi na ich terytorium). Wyruszyliśmy w kierunku Šuran, gdzie później skręciliśmy  na Nové Zámky. Im dalej jechaliśmy na południe tym mniej drzew owocowych rosło  przy drodze. A tu niespodzianka.  Zaraz za Šuranami napotkaliśmy na  alejkę gruszek!

SAM_0334

Gruszkiii, pełno gruszek!!                                                           

Taaak, też sobie o tym pomyśleliśmy: Gruszki na ciepło z ryżem i cynamonem! Pycha! (więcej…)

Reklamy

Gdańsk liczy rowerzystów!

W Gdańsku rowerzyści się liczą, i to dosłownie. W naszym mieście ruch rowerowy jest automatycznie liczony poprzez umieszone w nawierzchni pętle indukcyjne. Wśród najnowszych punktów pomiaru znalazły się: al. Żołnierzy Wyklętych, Błędnik, al. Havla, Trakt św. Wojciecha, al. Hallera, ul. Łostowicka, al. Grunwaldzka na wysokości Uniwersytetu Gdańskiego oraz ul. Siennicka. Przejazdy rowerem są zliczane już w sumie na 13 gdańskich trasach rowerowych:

Inspiracją do instalacji pierwszego licznika rowerowego w Gdańsku były słowa światowej sławy architekta i urbanisty Jana Gehl`a, który podczas pobytu w naszym mieście powiedział: „mierzymy to na czym nam zależy”.

Dla Gdańska rozwój ruchu rowerowego jest priorytetem, co odzwierciedlają liczby. Od 2009 roku liczba rowerzystów nieprzerwanie wzrasta o 20% rocznie. Gdańsk jest rowerową stolicą Polski i niekwestionowanym liderem pod względem długości tras rowerowych, a od niedawna również pod względem liczby punktów automatycznego pomiaru ruchu rowerowego.

Dzięki pętlom indukcyjnym już dzisiaj wiemy, że w naszym mieście znajdują się dwie najbardziej ruchliwe drogi rowerowe w Polsce (droga rowerowa w Pasie Nadmorskim oraz wzdłuż al. Zwycięstwa), na których natężenia ruchu rowerowego zazdroszczą nam nie tylko polskie ale również europejskie miasta.

Dane gromadzone poprzez pętle indukcyjne pozwalają również na precyzyjne planowanie inwestycji rowerowych, a w przyszłości na bardziej równomierne rozłożenie ruchu rowerowego na gdańskich trasach rowerowych.

Wczoraj na najruchliwszej trasie: Pasie Nadmorskim, pojawiło się ponad 4500 rowerzystów, a na Alei Zwycięstwa – ponad 2500. Oby tak dalej!

Dane z liczników są dostępne on-line. Kliknij tutaj.

Źródło: http://www.rowerowygdansk.pl/start,169,67.html

Dzień IX – Góry za nami!

26/09/2014

Wstaliśmy nawet wcześnie jak na nas i opuściliśmy nasz KEMP. Całe szczęście, przejechaliśmy już większość gór i mogliśmy sobie na luzie pedałować, bez pchania roweru pod górę (w moim przypadku) czy zarzynania kolan (to u Patryka).

Przez większość trasy jechaliśmy wzdłuż rzeki Hron. W wiosce Hronský Beňadik mijaliśmy całkiem fajny klasztor:

Klajsztor

Klajsztor

(więcej…)

Dzień VIII – Banská Štiavnica

Takie tam, z wieżą

Takie tam, z wieżą

Zaintrygowani „żółtym napisem Bańska Stawnica” na mapie (miasto jest wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO), postanowiliśmy obrać je za dzisiejszy cel naszej podróży. Wstaliśmy szybko, jako że nasz nocleg nie był zbyt urokliwy (zdjęcie w poprzednim poście); udaliśmy się do jakże zacnego przybytku – McDonald’s!

Ja zamówiłam coś ciepłego, a Patryk konsumował własnoręcznie przygotowywane kanapki, gardząc fast-foodem. Korzystając z dobrodziejstw cywilizacji, podsuszyliśmy pranie przy pomocy suszarki do rąk.

Budząc ciekawość mijających nas, jeszcze na wpół-śpiących ludzi, zrobiliśmy szybką rozgrzewkę i ruszyliśmy w dalszą drogę.

(więcej…)

Dzień VII – Stara cesta

Po opuszczeniu uroczego hotelu i dopłaceniu 2 euro za nieużywaną pościel, udaliśmy się do cykloservisu. I po raz kolejny przekonaliśmy się, jak mili i pomocni są Słowacy. Wstąpiliśmy do komisu rowerowego, żeby zapytać, gdzie jest najbliższy serwis. Pan z komisu nie dość, że powiedział, że 5 min stąd, to jeszcze zadzwonił do właściciela serwisu i uprzedził go, że się zjawią 2 Poliaki, jeden rower Schwinn, a drugi Giant 😀 Na naprawę łożysk wydałam 12 euro, nie wiem, czy to dużo, czy mało, ale było konieczne. Poczekaliśmy jakieś pół godzinki w takim oto ładnym miejscu (gdzie znajdował się serwis i sklep):

SAM_0175

W sumie to tylko zdjęcie ściany. Ale całkiem ładne jak na podwórko, prawda?

(więcej…)

Dzień VI – Downhill

Przepraszamy za dłuuuuuuuuuuugą przerwę w dodawaniu wpisów!

Ostatnio mamy baaaaaaaaardzo dużo na głowie 😦

Obiecujemy się poprawić !

A tymczasem Dzień VI. Zapraszamy!

23.09.2014

Rano zebraliśmy się najszybciej na całej wyprawie. O 8 udało się nam wyjechać w kierunku Donovaly!

Nadal musieliśmy męczyć się główną drogą, aczkolwiek ja i tak szłam, bo większość była pod górę. Słowacja nie pozwalała nam zbytnio wyschnąć; na dodatek poszły mi łożyska. Wstąpiliśmy więc do wypożyczalni rowerów w nadziei, że jest tam również serwis. Nie było. Dowiedzieliśmy się, że najbliższy jest w Bańskiej Bystrzycy…

No cóż, trzeba więc jechać dalej!

W Donovaly pierwszy raz poczuliśmy nadciągającą w góry zimę. Trochę nas zmroziło. Patryk zaczął analizować mapy cyklotras, aby znaleźć najlepszą drogę.

Padło na o 10 km dłuższą (36 km), ale za to obfitującą w atrakcje cyklotrasę.

Rozpoczynała się podjazdem boczną asfaltówką ponad Donovaly. Tam zobaczyliśmy (tak wtedy myśleliśmy) jesienne krokusy!

Pseudo-krokus

(więcej…)

Czy wiecie, że Słowacja…

jest BARDZO pro-rowerowa?

W Liptovskiej Osadzie, w jednym z miejsc oferujących noclegi, natknęliśmy się na logo

vitajtecyklisti

Domyśliliśny się, że jest to jakaś inicjatywa pro-rowerowa,i że rowerzyści są w tym miejscu mile widziani. Postanowiliśmy jednak przyjrzeć się jej bliżej.

(więcej…)

Przekraczamy granicę

18.09.2014 Dzień I 

Z Zakopanego udało się wyjechać dopiero około godziny 14. Trzeba było dotrzeć do sklepu rowerowego, żeby odebrać nowiuśki, pachnący rower Patryka i mój (starszy i nie tak wypaśny). Trochę to trwało, bo jeszcze montowali mu bagażnik i błotniki (Zośce, rowerowi Patryka).

Potem zrobiliśmy zakupy – a jakże – w Biedronce, jak na prawdziwych studentów przystało, po czym wyruszyliśmy na Chochołów.

SAM_0024x

Selfie przed sklepem

(więcej…)